Tbilisi – miasto, któremu komercja depcze po piętach.

Stolice i miasta bardziej „rozwiniętych” państw już dawno są podeptane przez komercję. Ja wygląda to w Tbilisi?

Szybki skrót: Tbilisi stolica Gruzji. Język: gruziński, jednak prawie wszyscy potrafią mówić po rosyjsku, nie było również problemu z dogadaniem się po angielsku. Waluta: Lari, ( przelicznik 1 lari- 1,30 zł, zatem ceny mniej więcej porównywalne z naszymi, choć w ścisłym centrum ceny mocno warszawskie 😉 ). Temperatura w listopadzie: rano 4C, południe nawet 24C, wieczór 6C. Trafiliśmy na piękną pogodę z błękitnym niebem bez ani jednej chmurki 🙂

W Gruzji znalazłam się dość przypadkowo, a sam wyjazd przez strajki Lufthansy został mocno skrócony. Aby dotrzeć do Tbilisi, trzeba niestety polatać po Europie z różnymi przesiadkami. Czasami jedną, czasami nawet trzema i o dziwo nie oznacza to, że bilet będzie droższy.

tibilisi_fotokod_kodmama

Dzięki wcześniej wspomnianym „atrakcjom” niemieckich linii lotniczych, po spędzeniu 20h na lotniskach i w samolotach, wylądowałam w stolicy Gruzji. Byłam szczęśliwa, że jeszcze chwila i będę mogła odpocząć. I wtedy wsiadłam do taksówki…. Jak opisać całą jazdę do centrum? Może tak – miałam zawał za zawałem i chciałam wracać do samolotu!!! Sposób w jaki tutaj ludzie kierują samochody, jakość dróg a przede wszystkim stan pojazdów przekracza wszystkie normy! Znaczy się, oni zapewne nie mają żadnych norm 😀 Taksówka stukała, charczała i zgrzytała. Pan po zajechaniu drogi (moją stroną – moim bokiem!), wjechaniu pod most nie ze swojego pasa i jazdą na środku jezdni oraz zablokowanie obu pasów przez jakieś 2 km, uśmiechnął się i patrzył na mnie zamiast na drogę. Powiedział po rosyjsku, że puści radio. Kiedy zapytałam co tak stuka w kole, odpowiedział, że nic ważnego i zrobił głośniej radio by zagłuszyć stukanie. Na cały regulator darli się Bee Geese’i, że mam Stayin’ Alive 😀 Kiedy pomyślałam, że już chyba niczym mnie nie zaskoczy, „taksidrajwer” wjechał w tak wielką dziurę, że walnęłam głową o sufit samochodu. Chciałam jak najszybciej wysiąść!!!

Jeździłam różnymi samochodami, kiedyś nawet traktorem. Jeździłam po lewej stronie ulicy w Irlandii. Kiedyś siedziałam jako pilot na przygotowaniu do rajdu szutrowego, gdzie kolega pokazał jak się jeździ szybko i niebezpiecznie. Jeździłam taksówką w Egipcie gdzie było mocno egzotycznie – bez świateł a na klaksonie, ale tak bardzo jak w Tbilisi nie bałam się jeszcze nigdzie. Wysiadłam i nogi miałam jak z waty – serio nie przesadzam. Chcę wierzyć, że nie wszyscy tak tu jeżdżą a jedynie trafił mi się taki egzemplarz taksówkarza 😀

Weszłam do wynajętego mieszkania, przywitałam się z resztą grupy i poszłam spać. Tak wyglądał mój pierwszy dzień. Zwiedzania mało za to ile wrażeń i jaka adrenalina! 😉

Rano obudziłam się i wyjrzałam przez okno…

Zapowiadało się ciekawie 😀

Drugi i trzeci dzień spędziłam w pracy robiąc zdjęcia na zawodach WSJO. Jednak emocji związanych z kulturą i sposobem życia w tym mieście wcale nie brakowało. Zaczęło się od tego, że zwyczajnie zgłodniałam. Zapytałam znajomego Gruzina gdzie mogę coś zjeść. Powiedział, że po drugiej stronie ulicy jest kawiarnia i świeże ciastka. Ucieszyłam się, ale nagle usłyszałam, że to nie takie chop siup i mogę sobie nie poradzić z przejściem na drugą stronę. Stanęłam i tupnęłam nogą bo moja blond ambicja została właśnie zbesztana. „Że co on powiedział? Że nie dam rady przejść na drugą stronę ulicy?Oszalał?” Znajomy nawet nie reagował na moje „ale ja dam sobie radę” i zawołał z obsługi chłopaka, który miał mi pomóc w wyprawie. Zaśmiałam się pod nosem. Poszliśmy. No i jakby to powiedzieć – no nie miałam racji, rzeczywiście sama bym kurde nie przeszła. Droga szybkiego ruchu, trzy pasy w jedną i trzy pasy w drugą, bez świateł i przejścia dla pieszych. Patrzę na towarzysza a on ze stoickim spokojem mówi „Dobra, teraz przechodzimy”. Instynktownie złapałam chłopa pod ramię, skuliłam się za nim i myślę „Rozjadą nas!!!” On wyciągnął rękę jak Mojżesz idąc w stronę Morza Czerwonego i auta zaczęły zwalniać i nas przepuszczać! Kiedy staliśmy na środku, czekając aż zrobi się luźniej po drugiej stronie, lusterka śmigały tak około 10-15 cm od nas z jednej i drugiej strony. Pierwszy raz w życiu pomyślałam, że mogłabym być trochę chudsza, bo bałam się, że ktoś o mnie zaczepi. Kolega ponownie wyciągnął rękę i kolejne samochody zaczęły się zatrzymywać. W kawiarni kupiłam co chciałam i czekała na mnie ta sama droga powrotna…. Na drugi dzień ta sama wyprawa nie robiła już takiego wrażenia, ale nadal uważam to za mocno ryzykowne. Tak właśnie przechodzi się przez różnego rodzaju drogi w Gruzji. W zasadzie nie używa się pasów dla pieszych, jest ich tu bardzo mało. Kierowcy natomiast są przyzwyczajeni i przepuszczają pieszych bez „titania”, „kurwowania” na nich i wygrażania pięścią. Zawsze się uśmiechną i jadą dalej. Kiedy w niedzielę wieczorem, już po pracy, wyszliśmy na spacer po centrum miasta i zobaczyłam pasy dla pieszych, poczułam się tak jakbym odkryła Graala 😉 Jednak są! Jednak istnieją!

Podczas spaceru przeszliśmy przez Plac Wolności, obok którego mieszkaliśmy, następnie kierowaliśmy się bocznymi uliczkami do Mostu Pokoju i szliśmy w stronę Parku Wake. Nie miałam aparatu bo po pracy marzyłam żeby od niego odpocząć. Mam tylko kilka zdjęć zrobionych telefonem.

Ze względu, że był już wieczór i było dość chłodno, poszliśmy na kolację. Większość dań była smaczna. Oczywiście ja mogłabym jeść w kółko chaczapuri i chinkali na zmianę, od kilku lat bardzo lubię te potrawy. Dodatkowo poszaleliśmy i zamówiliśmy wiele innych pozycji z menu by spróbować wszystkiego. Bo musicie wiedzieć, że porcje były solidne, zatem każdy zamawiał coś innego i dzieliliśmy na kilka osób 🙂 Na naszym stole wylądowały takie potrawy jak:

  • adżapsandali (bakłażan z z ziemniakami i cebulą),
  • chachohbili (ostra zupa z wolowiną i kurczakiem, z pomidorami, papryką i kolendrą),
  • tolma (gołąbki owijane liściem winogrona)
  • mcvadi (szaszłyki na półmetrowych szpikulcach)
  • grzyby zapiekane na maśle z serem
  • gruziński chleb
  • gruzińskie piwo i wino ( pamiętajcie, że 1 szt wina w menu to nie lampka a karafka 😀 )
  • chinkali (sakiewki z ciasta pierogowego nadziewane mięsem i rosołem)
  • chaczapuri ( gruzińska pizza z tym, że ser – mocno słony – znajduje się wewnątrz a nie na wierzchu ciasta )

Jedyne danie, które mnie nie zachwyciło to czikhirtma. Miał być niby rosół a w rzeczywistości jest to zupa gotowana owszem na kurczaku, ale podobna w smaku do ogórkowej doprawionej cytryną i kolendrą. Nie skradła mojego serca. Na szczęście wino było wyborne 😉

Ostatni dzień spędziliśmy typowo na zwiedzaniu. Za dnia Tbilisi jest fenomenalne! Zresztą w nocy również, ale wtedy nie widać tylu szczegółów. Jako fotograf uwielbiam światło i ciekawe, urokliwe miejsca – a takie są boczne uliczki miasta!

Całe szczęście komercja, która wkradła się do centrum miasta, narazie tam się zatrzymała… I mam nadzieję, że jeszcze chwilę tam zostanie.

Coż mogę powiedzieć o życiu w mieście Tbilisi, poza szalonymi kierowcami? 😉 Otóż miasto jest tak szalone jak jego kierowcy – uwierzcie mi!

Balkony podtrzymywane belkami.

tibilisi_fotokod_kodmama

Prąd dostępny dla każdego 🙂

tibilisi_fotokod_kodmama

Budynki podtrzymywane czym się da.

tibilisi_fotokod_kodmama

Parkowanie na chodnikach.

tibilisi_fotokod_kodmama

Chodzenie po ulicach (bo na chodnikach stoją samochody).

tibilisi_fotokod_kodmama

Suszenie prania gdzie bądź.

untitled-17

Wiele ciekawych murali.

untitled-2

Psiaki biegające po całym mieście, śpiące gdzie popadnie i karmione przez turystów.

untitled-47

To niesamowite miasto, dające możliwość zwiedzenia tylu miejsc w promieniu kilku kilometrów!

Góry!

tibilisi_fotokod_kodmama

Rzeka.

untitled-74

Stare ruiny.

tibilisi_fotokod_kodmama

Nowe centrum.

tibilisi_fotokod_kodmama

Historyczne miejsca.

untitled-65

Piękny park.

untitled-116

Wodospad!

Widoki.

Kościoły (weszłam nawet do jednego 😉 ).

tibilisi_fotokod_kodmama

Roślinność – przypominam, że zdjęcia są z listopada 2019!

I wiele innych, gdzie nie dałam rady dotrzeć, bo zwyczajnie zabrakło czasu.

Tbilisi – jeszcze tu wrócę 🙂 Nakarmiona kilkoma dniami, czuję niedosyt zwiedzania, nie tylko samej stolicy, ale i całej Gruzji. Chyba zrodziła się miłość… A taksówkarzy wezmę następnym razem na większym luzie 😀 Wezmę jakiś xanax, albo zacznę od … karafki wina 😉

tibilisi_fotokod_kodmama

2 myśli w temacie “Tbilisi – miasto, któremu komercja depcze po piętach.

  1. W Tbilisi byłem dwa razy, w 1979 r. Za pierwszym razem służbowo szukałem prawdziwego miejsca pochowania Dagny Przybyszewskiej, a potem zauroczony miastem wróciłem już prywatnie na dwa tygodnie. Przypuszczam, że Tbilisi sprzed 40 lat i teraz (po wojnie) to dwa różne miasta. Oczywiście „z zapartym tchem” przemierzałem urokliwe uliczki i podwórka, ale w pamięci utrwalił mi się „Ogród Botaniczny” położony nad miastem. Wtedy to była cudowna enklawa z niesamowitym klimatem tworzącym zimą t.zw. „Ogród Zimowy”.
    Mieszkałem na VI piętrze hotelu położonego nad Kurą, więc widoki wspaniałe. Też jadłem te smakołyki o których piszesz, i … popijałem „cha chą”. Ciekawe, czy w restauracjach nadal obsługują kelnerzy w regionalnych strojach z szablami u boku (którymi na prośbę otwierają szampana)? Może też miałaś okazję zasiąść do baraniny podanej na patelni o średnicy ok. 1,5 m. ? 😉

    Polubienie

  2. Tyle ciekawostek, dzięki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close