Wycieczkowo – Troki i Wilno

Będąc u rodziny na suwalszczyźnie narodził się pomysł by pojechać do Wilna. Pomysł fajny, wykonanie trochę gorsze, ale o tym później. Pojechaliśmy do najbliższego biura podróży w Olecku i wykupiliśmy organizowaną przez nich wycieczkę do Trok i Wilna. Na Litwie nigdy wcześniej nie byłam, chociaż tyle lat przyjeżdżałam w te strony.

Zatem szybkie informacje ogólne: Litwa, kraj bałtycki. Ludność litewska, jednak mieszka tu bardzo dużo Polaków oraz Rosjan. Waluta – Euro. Cenowo – wszystko co przeliczaliśmy na złotówki było o wiele droższe niż w Polsce. (np. paczka gum owocowych – 1,63 euro, piwo butelkowe 0,5 l z lokalnego browaru 2,10 Euro + kaucja za butelkę).

Na wycieczkę jechaliśmy autokarem, który startował o 5 rano. Nie przeszkadzała mi taka wczesna pora, ponieważ mogłam zobaczyć piękny wschód słońca 😉

kodmama, fotokod

Mój wujek, który jechał drugi raz na tą wycieczkę, powiedział: „Jeśli spodziewasz się jakiegoś spektakularnego przeskoku jak wjedziemy na Litwę, to się zawiedziesz. Litwa to dalej taka sama suwalszczyzna…” Śmiem się z nim nie zgodzić. 😉 Pierwsze co zauważyłam to azbestowe dachy. U nas również się zdarzają – zgodzę się. Jednak tam to był standard. Azbest, wszędzie azbest. Może mi się wydawało, jednak odniosłam wrażenie, że polskie wsie są bardziej… hmmmm… odbudowane? Może wymurowane, bo na Litwie tak dużo drewnianych chatek jeszcze stało. A może akurat tylko na tej trasie? Bo skąd mam wiedzieć jak jest w innych miejscach? Czuję niedosyt zwiedzania. Z nosem przyklejonym do szyby oglądałam co jest za nią i nie miałam wpływu na to czy się zatrzymam czy nie. Pierwszy minus wycieczki wykupywanej w biurze.

Po ponad dwóch godzinach dojechaliśmy do Trok. Bardzo urokliwe miasto. Mnóstwo jezior oraz piękny zamek zbudowany przez Księcia Witolda na styl zamku w Malborku.

KODMAMA, fotokod, Troki

Aby dostać się do zamku trzeba było przejść z lądu na wyspę i z niej kolejnym mostem na zamek. Na samym zamku było bardzo dużo ludzi, trzeba było uzbroić się w cierpliwość.

W każdej sali przygotowane rekwizyty i opowieść o historii zamku. Pani przewodnik rzucała taką ilością dat i nazwisk, że nie sposób było tego zapamiętać. Drugi minus organizowanych wycieczek przez biuro. Jedna z tych rzeczy, które udało mi się zapamiętać, to historia Karaimów. Ciekawy miks tradycji i religii Żydów i Tatarów.

Sam zamek choć nieduży, bardzo ciekawy – podobało mi się tam. 🙂 Zwiedzanie zajęło godzinę. Następnie udaliśmy się na szybki poczęstunek – kibiny (tradycyjna karaimska potrawa). Można było wybrać z nadzieniem mięsnym bądź serowym. Ja wzięłam mięso i trochę rozczarowałam się. Ciasto było bardzo dobre, jednak nadzienie pozostawiało wiele do życzenia. Zapewne wszystko zależy od ręki kucharza, więc kolejnym razem spróbuję jeszcze raz w innej restauracji 🙂

kodmama, fotokod

Następnym przystankiem było Wilno. Biuro podróży zorganizowało turnee po kościołach!!! W sumie było ich 5 czy 6, już nie pamiętam do końca. Trzeci minus!!! Plus dalsze sypanie datami i nazwiskami pani przewodnik spowodowało, że miałam ochotę „wsiąść do pociągu byle jakiego…” 😉 Kościoły jako budowle są ciekawe, takie pełne wiary i przepełniającej miłości 😉

kodmama, fotokod

Dobra. Żarty żartami, ale Kościół św. Piotra i Pawła warto zobaczyć – robi wrażenie.

 

Na dodatek można tu zobaczyć jedyną na świecie wyrzeźbioną twarz Boga.

kodmama, fotokod, Wilno

Jedyne co mi się tu nie podobało to pani, która siedzi przy wyjściu kościoła i zbiera na ofiarę. Kiedy przeszłam obok, usłyszałam czystą polszczyzną: „Zdjęcia robi, a na ofiarę to nie da”. Zaśmiałam się, pokiwałam głową i wyszłam – nie będę komentować.

Następnie pojechaliśmy na Cmentarz na Rossie, który dzieli się na część wojskową, nową i starą.

Część, która robi największe wrażenie, to ta stara. Natomiast w części wojskowej znajduje się grób matki Piłsudskiego oraz jego serce. Dlaczego tak? Bo ponoć sam marszałek zapisał w testamencie:

„Nie wiem czy nie zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech!. Niech tylko moje serce wtedy zamknięte schowają w Wilnie, gdzie leżą moi żołnierze co w kwietniu 1919 roku mnie jako wodzowi Wilno jako prezent pod nogi rzucili.[…]Niech dumne serce u stóp dumnej matki spoczywa.”

No i spoczywa serce z matką przy swoich żołnierzach.

Kiedy udało nam się dotrzeć na starówkę Wilna, byliśmy już zmęczeni i głodni. Wilno jest bardzo ładne. To taki mniejszy Kraków.

Wszystko zwiedzaliśmy szybkim marszem. Nie było czasu by zatrzymać się na chwilę i wejść w boczną uliczkę, czego mnie – fotografowi – brakowało. Wszystko było biegiem, bo kolejny kościół już czekał na „odkrycie”. Dowiedzieliśmy się też gdzie mieszkają politycy, którzy przyjeżdzają z wizytą i w którym roku był tu Kwaśniewski z żoną, gdzie jest Uniwersytet Wileński i jakie studia są na wydziałach, coś o wojsku litewskim, kto zasponsorował kolejny kościół, jak prześladowani byli chrześcijanie, kto sławny pochowany był na Rossie poza Tyszkiewiczami, jak politycznie zmieniało się Wilno, co działo się rok po roku podczas II wojny światowej, jakie jest szkolnictwo i jak wyglądają egzaminy maturalne itd. itp. Natomiast nic nie wiem o relacjach polsko – litewskich, jak wygląda życie Litwinów czy Polaków tam mieszkających, czy wynagrodzenia poszczególnych warstw społecznych daje możliwość im godnie żyć, gdzie pracują, jakie branże są najpopularniejsze… Jak spędzają wolny czas, gdzie chodzą i odpoczywają? Brakowało informacji, które sprawiłyby, że reszta danych nie byłaby tak ciężkostrawna. Brakowało żartu, luzu i spontaniczności.

Zwiedzanie kończyliśmy na placu katedralnym. 

Mieliśmy godzinę wolnego czasu. Kilka zdjęć i jechaliśmy na obiadokolację. W restauracji otrzymaliśmy między innymi tradycyjny litewski chleb z kminem oraz litewskie cepeliny, które dla mnie to żadna nowość. Mając rodzinę na suwalszczyźnie wiem, że cepeliny to nic innego jak polskie kartacze, które jem od małego. Niemniej wszystko było bardzo dobre 🙂 Jeśli nigdy nie próbowaliście kartaczy, to spróbujcie 🙂

kodmama, fotokod, Wilno

Kiedy dotarliśmy do autokaru, skutki zmęczenia szybko dały się zauważyć – praktycznie wszyscy po 5 minutach pochrapywali 🙂 

Ogólne moje wrażenia z wycieczki już znacie. Na plus było to, że jechałam ze swoją rodziną, więc trochę pośmialiśmy się i pogadaliśmy. Natomiast na miejscu biur podróży poważnie zastanowiłabym się nad sensem takich wycieczek.

Powiem tak- gdybym znała harmonogram wycieczki przed wykupieniem ( przyznaję się, że nie sprawdziłam, nie zapytałam, moi rodzice byli 3 lata temu i myśleli, że będzie taka sama jak wtedy – nie była 😉 ) raczej bym nie pojechała. Wolałabym zorganizować wszystko tak, by pojechać samemu i zwiedzić to co się chce, porozmawiać z miejscowym staruszkiem, który by coś opowiedział, usiąść na ławce kiedy bolą nogi…. A nie gnać jak na zabicie, nie mogąc zrobić zdjęcia, bo można stracić grupę z oczu.

Wieki nie byłam na wycieczce z pilotem organizowanej przez biuro, jednak po rozmowie z innymi naszymi turystami, którzy często wybierają ten rodzaj zwiedzania, okazało się, że takie gadanie i pośpiech to standard! MASAKRA! Never ever! Serio!

Troki i Wilno polecam! Pięknie tam! Muszę pojechać jeszcze raz, by poczuć ten klimat w ten sposób jaki bym chciała 🙂

kodmama, fotokod, Wilno
PS. Moje jedyne (rozmazane) zdjęcie z tego wyjazdu 😉 Ale jetem – serio tam byłam 🙂

14 myśli w temacie “Wycieczkowo – Troki i Wilno

  1. Wilno, jak zawsze, urokliwe. Ale jeszcze bardziej urocza jest ta laska na ostatnim zdjęciu. 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Wilno z chęcią bym zobaczyła, ale wycieczka, którą opisujesz brzmi jak katorga. Miasto trzeba poczuć, poznać. Historia pomaga zrozumieć czemu jest tak, a nie inaczej, ale sucha historia, przynajmniej dla mnie, nic nie wnosi.

    Klimat drzemie w bocznych uliczkach. Turystyczne miejsca mogę brać tylko na dokładkę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jest tak jak mówisz. Było za dużo pierdół, a za mało klimatu. Wiem już teraz, że ja się na takie zwiedzanie nie nadaję 😉 Mimo wszytko same Wilno i Troki polecam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Nigdy nie byłam na wschodzie, a widzę, że warto. Trzeba sobie kiedyś w tamte strony „zaplanować” 😉 wyjazd, tylko w innym trybie bo tak w jeden dzień to na „dziko” to wszystko 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, trzeba zaplanować 🙂 Pójście „na łatwiznę” okazało się strzałem w kolano 😉

      Polubienie

  4. Doszłam ostatnio do wniosku, że najlepiej zorganizować sobie samemu wycieczkę z listą punktów wartych zobaczenia. Mój mąż też miał dosyć tych kościołów. Polecamy jeszcze Rygę i Tallin.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, zdecydowanie lepiej samemu. Mam nadzieję, że do Rygi i Tallina też kiedyś dojadę 🙂 Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  5. Jesteś przepiękną kobietą i dziękuję za pokazanie mi tych urokliwych miejsc.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Pięknie… Rzeźbiona twarz boga – zabiłaś mi klina, chyba czas się wybrać… Dopiszę do listy na najbliższą hmm- dziesięciolatkę? 😉 I oczywiście figurę masz jak młoda laska, a nie matka dzieciom! Gdzie takie geny dają, ja się pytam???

    Polubione przez 1 osoba

    1. No geny dają u mnie w rodzinie… Od strony mamy pa dziadku a od strony taty od babci. 😉 Tak się udało, że mam trochę po każdym 😀 A co do twarzy – dość ciekawe, to fakt 😉

      Polubienie

    2. Po wujku ma geny 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. hehe.. no te same mamy 😀

        Polubienie

Odpowiedz na aksinia-kawa-pudelka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close