Wywoływanie duchów.

Historia prawdziwa. Moja osobista. Szczeniacka i głupia. Z happy endem i wiedzą, że to nie bajki…

Miałam 16 lat…Było lato. Siedzieliśmy całą wakacyjną paczką na placu i dłubaliśmy w nosach z nudów. Wszystkie teksty z „Poranku kojota” tego dnia już wypowiedzieliśmy więc zaczynało nam się dłużyć, a do tego zaczęło padać. Jeden z kolegów zaproponował, żebyśmy poszli do niego, bo rodzice są w pracy. Poszliśmy. Nagle A. wpadł na „genialny” pomysł! „Wywołujemy duchy?”. „Pffffff…. No ba! – pomyślałam- Przecież duchy nie istnieją, więc bardzo chętnie zobaczę tę szopkę.” Pamiętam tamte myśli jak dziś. Przyniósł kawałek kartki, igłę i nitkę. Na kartce narysował okrąg, wokół okręgu napisał cały alfabet, nitkę przewlókł przez igłę i zadowoleniam powiedział, że możemy zaczynać. Zastanawiałam się, skąd wziął taki patent, gdzie to zobaczył. Gdzie widział. Siedziałam cicho i obserwowałam.

Nie będę opisywać jak dokładnie wygląda „taka sztuczka”, żeby ktoś inteligenty inaczej (tak jak my wtedy) nie próbował tego na własnej skórze.

Kiedy igła zaczęła wskazywać litery, zaśmiałam się na głos. „Jak to robisz A. ? Jak tym sterujesz? Jak ruszasz?” zaczęłam wypytywać. Odpowiedział, że to nie on. „No jak nie Ty jak Ty! Przecież nikt z nas wcześniej tego nie robił, więc musisz to być Ty! Nie rób se jaj” Nie robił. Jednak ja jeszcze tego nie wiedziałam.

Każde wywoływanie duchów składa się z kilku części. Przygotowań, wywołaniu, pytań do niego oraz odwołaniu. Zazwyczaj pytaliśmy jak duch zginął i czy czegoś potrzebuje. Odpowiadały nam, że umierały przez choroby, w wypadkach, w katastrofie lotniczej. Kiedy A. odwołał ducha, ja jako sceptyczka (zawsze i wszędzie, zostało mi do dzisiaj) skomentowałam, że w kulki sobie z nami leci i już. „To teraz ty spróbuj” powiedział. „Dawaj” odpowiedziałam, pewna, że zaraz cała prawda wyjdzie na jaw. Kiedy igła i tym razem zaczęła przesuwać się w stronę liter, a litery składały się w słowa, logiczne zdania, oniemiałam. Niemal czułam czyjąś obecność.

Jako popaprana emocjonalnie nastolatka – byłam wniebowzięta! Tak jak inni, stwierdziłam, że to najlepsza zabawa ever!

Kiedy przestało padać, zebraliśmy resztę ekipy (około 12 osób) i ruszyliśmy na ogródki działkowe do jednego ze znajomych. Był wsród nas kolega z zagranicy, który jak zobaczył co robimy, powiedział, że to dziecinada. „Nie tak się duchy wywołuje! Pokażę wam lepszy sposób.” Na środek lałby postawił stół by wszyscy mogli być dookoła, powycinał małe kartki z literami alfabetu, porozkładał na stole. Następnie wziął szklankę, postawił na środku stołu. Wytłumaczył co mamy robić dalej… Śmiałam się na głos bo wydawało się to wszystko tak mało realne.

Kiedy szklanka zaczęła przesuwać się po stole w stronę liter nasze miny były wymowne…. Zdziwienie, śmiech, konsternacja, zaskoczenie i zdanie – kto rusza tą szklanką? – padało z każdych ust. Nikt się nie chciał przyznać… Bo nikt z nas tą szklanką nie ruszał.

Możecie mi wierzyć na słowo bądź nie. Szklanka potrafiła przesuwać się po stole. Zapytaliśmy ducha jak zginął…. S-A-M-O…. Kolega krzyknął : ” Następny, który zginął w samolocie!” -B-Ó-J-S-T-W-O… i nagle zapadła cisza. Nikt z nas się nie śmiał. Przestało nam być wesoło. Chyba wtedy doszło do nas, że to nie zabawa. Na domiar złego, kolega który nam pokazał nowy sposób „zabawy” zaczął się dziwnie zachowywać… Zaczął się śmiać i wyzywać ducha, mówić że jest głupi. Chcąc jak najszybciej zakończyć sesję, spytaliśmy czy możemy już ducha odwołać. Odpowiedział, że nie… A szklanka zaczęła poruszać się szybciej. Kolega P. dalej odstawiał szopki, choć prosiliśmy by skończył się wydurniać. Zapytaliśmy zatem ducha, co mamy zrobić aby odszedł. „Z-A-B-I-Ć P.” Szklanka popieprzała tak szybko, że żołądek podchodził mi do gardła.

Nagle niebo poszarzało, zerwał się wiatr, szumiało i huczało. W oddali było widać błyskawice. Szła burza – zapowiadali… Ale jakoś tak dziwnie, że akurat teraz przy tych okolicznościach. Wtedy przestało być całkowicie śmiesznie. Powiedzieliśmy, że P. ma się w tej chwili zamknąć, jak nie to go wykastrujemy. Nasza koleżanka O. wzięła sprawę w swoje ręce. Weszła w dyskusję z duchem, mówiąc, że jedyną rzecz, którą możemy zrobić, aby duch odszedł w spokoju, to spalenie wszystkich liter alfabetu, które leżą na stole. Duch się zgodził. Zapytała czy grozi nam jakieś niebezpieczeństwo z jego strony. Zapewnił, że nie. Po tych „słowach”, odwołaliśmy ducha i natychmiast spaliliśmy kartki – wszystkie, oglądając się, czy na pewno jakaś nie wypadła…

Po wszystkim, chyba sami nie wiedzieliśmy co mamy myśleć… P. się odezwał „Mówiłem, że zajebisty sposób”. Mieliśmy ochotę mu walnąć. Stwierdziliśmy, że chcemy dotrzeć do domu przed burzą, która była już prawie u nas… Zrobiło się ciemno, odprowadzaliśmy się wszyscy nawzajem. Ci co mieli klatki obok siebie, biegiem wpadali do nich po rozłączeniu się… Ja osobiście biegłam na 4 piętro, dopiero kiedy znalazłam się za drzwiami domu zrobiło mi się raźniej.

Noc przespałam spokojnie i nie działo się nigdy nic, co mogłabym zrzucić na karb tamtych wydarzeń. Na całe szczęście.

Wspomnienia z tego dnia wywołują u mnie gęsią skórkę do dziś. Nigdy więcej nie odważyłam się na podobne rytuały. Z biegiem lat, cieszę się, że P. odstawił wtedy taki cyrk, bo dzięki temu doszło do nas, że to nie zabawa. Gdyby nie to, prawdopodobnie gdzieś, kiedyś jeszcze, któreś z nas by próbowało. A tak już jako dorośli ludzie, śmiejemy się z tej historii, ale każde ma te samo odczucia – coś „tam” jest i na pewno nie jest to temat do żartów i głupich nastolatków. Od tamtej pory myślę, że „Dziady” Mickiewicza nie są do końca wytworem tylko jego talentu i  wyobraźni …

Jeśli chodzi o podejście dzieci do tematu – nie mówmy im, że to bajki, nie mówmy, że to wyobraźnia. Mówmy jak jest, że nie wiemy za dużo w tym temacie, że może duchy są, ale dopóki z nimi nie zadzieramy, nic nam nie grozi. Nie odzierajmy dzieci z podświadomości, że istnieje sfera której nie rozumiemy i się jej na dobrą sprawę boimy.

Rada dla Was? Nie róbcie tego. U mnie skończyło się dobrze… Jednak nieraz słyszy się historie z duchami i demonami w roli głównej, z tragicznym zakończeniem. Często myślimy, że to brednie, że to bajki. Z góry zakładamy, że to nieprawda. A może jednak podejść do sprawy inaczej i zapytać „Co, jeśli to prawda?”

Spokojnego weekendu :*

PS. Literki imion zostały zmienione 🙂 Tak by nikt prócz mnie i wtedy obecnych, nie wiedział kto uczestniczył w tych wydarzeniach.

Buuuuuu 😉

8 myśli w temacie “Wywoływanie duchów.

  1. Historię ogródkową też nie raz wspominam… nie sposób zapomnieć🙈😜 co prawda nie zapadło mi w pamięci aż tyle szczegółow😉 ale jak po pierwszych literach naiwnie wystrzeliliśmy „samolot” i nas brutalnie sprowadziło na ziemię, że coś innego również zaczyna się od tych samych sylab to miny mieliśmy delikatnie rzecz ujmując wymowne… 😉😅 never ever! 😁

    Polubione przez 1 osoba

    1. Uwierz, ja pamiętam o wiele więcej szczegółów, tylko nie chciałam zanudzać i niepotrzebnie wydłużać posta 😉 Czasami znowu jest tak, że ktoś pamięta jakąś sytuację a ja nie mam zielonego pojęcia o czym mówi 😀

      Polubienie

  2. Brrr! Pochłonęłam wpis 😅 Fajnie napisane 👍

    Polubienie

    1. 🙂 Dzięki 🙂 Pozdrawiam serdecznie :*

      Polubienie

  3. A czy P się przyznał, co zrobił duchowi? Znał go?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie… zwyczajnie w tym momencie odbiła mu palma, śmiechawko- głupawaka, kończąca się konsternacją ludzi dookoła 😉

      Polubienie

  4. Brr zgadzam się lepiej zostawić duchy w spokoju.

    Polubione przez 1 osoba

    1. 🙂 Też już o tym wiem 😉 Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close