Teraz te dzieci są jakieś inne.

Temat totalnie nie związany z fotografią. Jednak ostatnio nurtowało mnie kilka rzeczy i postanowiłam o tym napisać. Jestem mamą trójki dzieci. Cztery i pół, trzy i dwa lata. Nie chcę się mądrzyć. Chciałabym się zwyczajnie z Wami podzielić moimi obserwacjami i przemyśleniami. Nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać, jednak liczę na komentarz, by móc podyskutować. Temat dzieci i ich „złej natury” jest spychany na bok. Zazwyczaj, to zawsze wina rodzica kiedy dziecko źle się zachowuje. Jesteśmy źli, beznadziejni, dzieci zawsze są poszkodowane i biedne. Uważam inaczej. Jednak po kolei.

Czasami siedzę i patrzę na moją „szarańczę” i sama mam ochotę strzelić sobie w łeb. Mówisz, prosisz, błagasz – a oni nic… Krzyczysz, karzesz – a oni nic… Czasami po wyznaczeniu kary słyszę szyderczy śmiech za plecami, jak się tylko odwrócę. Jest ich troje więc w liczbie siła. Czasami strach mnie ogarnia jak pomyślę o czasie dorastania, kiedy hormony całej trójki naraz wystrzelą w kosmos. Brrrrr… ciarki mnie przeszły. Tym bardziej jeśli charakterki odziedziczyły choć w części po mnie, to nie będzie lekko.

To, że są nieusłuchane to jedno. Drugie to to, że robią na przekór i są przy tym złośliwe do bólu. Wiedzą, że nie mogą, bo tłumaczyłam tysiąc razy a i tak biorą lub robią. Później jeszcze słyszę, że jestem niedobra , że mnie nie lubią i mam sobie iść.

Wiem. To są tylko dzieci. Jednak nie uważam się za aż tak nieogarniętą. Nie olewam dzieci. Staram się opowiadać, tłumaczyć co można a czego nie, by były tego świadome, że jak coś robią źle jest za to kara. Bo tak jest w życiu. Chcę nauczyć je wszystkiego. Nie trzymam ich w mydlanej bańce, by później tego żałować. Jednak to co staram się zrobić ja, zderza się mocno z rzeczywistością. Czasem sama nie wiem o co chodzi. Czuję się zagubiona, bo pamiętam częste zachowania z mojego dzieciństwa. Nie przypominam sobie żebym odstawiała takie numery jak moje dzieci. Po setnej akcji „szarańczy”, zapytałam kiedyś mamę:

– Powiedz mi… czy to ja jestem dziwna czy te dzieci są teraz jakieś inne?

– Dzieci są inne. – usłyszałam od nauczycielki nauczania początkowego. – Wy tak się nie zachowywaliście. Nic na to nie poradzisz. Czasy są inne. Telewizja, postęp techniczny, dzieci mają co chcą i kiedy chcą. Nie mają obowiązków a same prawa.

Pocieszyły mnie te słowa i przeraziły jednocześnie. Pocieszyły, bo to znaczy, że nie ja jedna uważam, że „poprzewracało się maluchom w pupie”. A przeraziło, bo nie chce żeby moje dzieci były takie (albo jeszcze gorsze) jak niektóre „przypadki”, z którymi spotykam się na codzień.

Na przykład ostatnio byłam z dziećmi na placu zabaw. Wstawiana była nowa drabinka do wspinania, ogrodzona była taśmą i widniały dwie kartki z napisem ” NIE WCHODZIĆ”. Znalazło się jednak 3 dżentelmenów w wieku około 10-12 lat, którym ani taśmy ani napis nie dały do myślenia. Jako jedyna ze wszystkich dorosłych będących na placu zabaw, podeszłam i kulturalnie spytałam czy widzą taśmy i to co pisze na kartkach. Usłyszałam w odpowiedzi żabi rechot i tekst „Mówi się napisane a nie pisze”. Nosz kur%@! Czytać nie potrafi, bo włazi na drabinkę pomimo zakazu, ale poprawiać moje błędy potrafi. W tej sytuacji choć tyle dobrego, że wykazał się chwilowym przebłyskiem inteligencji, który za chwilę został przeze mnie zgaszony. Zeszli łaskawie z drabinki po tekście, że jak ją zniszczą to rodzice będą musieli zapłacić za nową. Cała sytuacja dała mi do myślenia (oprócz tego, że do końca życia będę mówić napisane a nie pisze 😉 ), że ja i moi koledzy i koleżanki w ich wieku też nie słuchaliśmy i nie czytaliśmy – chodziliśmy po rurach ciepłowniczych, torach, kradliśmy jabłka z ogródków i pluliśmy śliną na auta stojąc na moście, jednak kiedy dorosły mówił, robiło się to co kazał. Nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby komuś obcemu zacząć pyskować. Teraz 10-latek potrafi na zwrócenie mu uwagi odpowiedzieć – „Spier%@)@)”. Pytanie czy to tylko kwestia wychowania przez rodziców?

Moja Ola jest szalona. Ma takie pomysły, że łapię się za głowę. W domu jest straszna. W przedszkolu to aniołek. Grzecznie koloruje, bawi się klockami, nigdy pani nie miała do jej zachowania uwag. Dopiero przy konkursie recytatorskim, kiedy Ola razem z panią ćwiczyła mówienie przez mikrofon, wyszło szydło z worka. Ola zaczęła stroić fochy, obrażała się na panią i mówiła że nie idzie na żaden konkurs. Dowiedziałam się o tym kilka dni później, zupełnie przypadkiem z luźnej rozmowy z panią. Ona przyjęła to jako chwilową tremę i stres. Natomiast w domu Ola właśnie tak się zachowuje. Na tym przykładzie widać, jak nasze dzieci różnie zachowują się w różnych miejscach i przy różnych ludziach. U kogoś może być odwrotnie – dziecko w domu zachowuje się jak anioł a w szkole daje popalić. Chcę tylko powiedzieć, że im mniej dziecko spędza czasu w domu, bo w szkole, na zajęciach dodatkowych, treningach, z kolegami i znajomymi, tym mniej mamy wpływu na cokolwiek. Możemy dwoić się i troić, jednak musimy pogodzić się z tym, że dziecko więcej wychowuje się samo.

Tak jak moja mama powiedziała – czasy są inne. Telewizja, telefony, tablety, gry… Komputery na komunię, Ferrari na 18-stkę i willa z basenem na prezent ślubny. Sami tworzymy tą rzeczywistość, a potem zastanawiamy się, co tu się dzieje. Osobiście ograniczam dzieciom dostęp do telefonów i tabletów. Jedyne co mają to telewizję, a i tak chyba za często. Kaja ostatnio bawi się z Dawidem i mówi do niego:

– Trzeba robić w życiu co się w chce, wiesz o tym? Tak w telewizji mówili.

Śmiałam się, ale był to znak, że należy jak najszybciej ograniczyć TV do minimum z minimum. Tak zrobiłam.

No i ostatnia kwestia do poruszenia. Prawa dziecka. Uch… jakby powiedzieć to delikatnie, żeby mnie nikt nie zlinczował. O, wiem.

Moje dzieci nie mają źle. Mają co zjeść, mają w co się ubrać. Chodzą w firmowych butach (ja sobie sama zaoszczędziłam na pierwsze mając 15 lat), jeździmy na wycieczki, na lody. Bawimy się z nimi, przytulamy, mówimy, że kochamy. Itd. Są dzieci, które mają gorzej. Serce mi się kraja kiedy słyszę o jakimś pobiciu maluszka, molestowaniu, gwałcie czy zabiciu. W myślach wtedy sama uśmiercam tą osobę, która to zrobiła i liczę na to, że karma ją dopadnie. Dla tych dzieci właśnie stworzone są prawa dziecka. Dla tych, które same bronić się nie mogą i nie mają nikogo kto by przytulił i powiedział, że będzie wszystko dobrze.

Kiedyś Ola przychodzi z przedszkola. Dawała czadu (bo tam grzeczna była, więc musiała się wyszaleć), nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć, a ona mi na to tak:

– Nie krzycz na mnie! Nie możesz! Pani w przedszkolu powiedziała, że nie wolno na dzieci krzyczeć i ich bić, bo to są nasze prawa. Jak będziesz krzyczeć to poskarżę pani!

Oooooooo. Trzeba było mnie wtedy widzieć. 😀 Nie do końca myślałam co robiłam, ale widocznie poskutkowało, bo nigdy więcej o żadnych prawach dziecka od Oli nie usłyszałam. Zaprowadziłam ją do pokoju, dałam jej plecaczek i powiedziałam:

– Pakuj się proszę.

– Czemu mam się pakować?

– W tym domu, jest tak, że jak ktoś jest niegrzeczny to ma karę. Jeśli nie pasuje Ci ta zasada i uważasz, że masz inne prawa, możesz się spakować i wyprowadzić z domu i iść mieszkać do kogoś innego.

Trochę dramatycznie, wiem. Jednak jak miałam zareagować, kiedy 4-lataka rzuca mi tekstami o prawach dziecka? Ola się nie spakowała, powiedziała, że przeprasza i że będzie już grzeczna. Wtedy wytłumaczyłam jej, na czym polegają prawa dziecka i dla kogo zostały stworzone. System edukacji pod tym względem jest do dupy, za przeproszeniem. Sami tworzymy małe potworki, które uważają od małego, że im się tylko należy a obowiązków nie ma wcale. Skoro mówią im tak dorośli, to znaczy, że tak jest.

Trzy kwestie: 1) wychowanie rodziców, 2)czasy, technologia i lepsze możliwości finansowe 3) prawa dziecka. Omówiłam tylko te i to po krótce. Żeby na prawdę liznąć temat trzeba by było opisać i napisać więcej.

Kocham moje dzieci najbardzej na świecie. Chciałabym żeby były dobrymi ludźmi. Jednak ostatnio zdałam sobie sprawę, że nie do końca mam na to wpływ. Nie taki jakbym chciała.

Post długi, a powinien być jeszcze dłuższy bo różnych rozmyśleń w tym temacie mam więcej:

  • Co my – mamy – robimy źle wychowując dzieci?
  • Czemu nie potrafimy rozmawiać z dziećmi?
  • Co nam dorosłym dolega, że widzimy błędy u innych a u siebie nie?
  • Czy klaps w tyłek to już maltretowanie dziecka?
  • Cukierkowe mamy – wszystko jest pięknie i dobrze, mam najwspanialsze dziecko na świecie, nigdy nie płacze, nie rozrabia i… nie robi kupy ani nie woła jeść.
  • Czy to już narzekanie, czy zwyczajnie mówimy jak jest?

Proszę napiszcie co uważacie na temat dzisiejszych dzieci… Jestem ciekawa, czy wyolbrzymiam temat? Może zwyczajnie koloryzuję i przesadzam?

 

6 myśli w temacie “Teraz te dzieci są jakieś inne.

  1. Ja nie mam pojęcia gdzie jest zlotu środek.. Mam 2, starsza uparciuch, młodszy dzikie. Starsza wstaje ze skrzywiona mina prawie co rano, młodszy do rany przyłożyć, ale jak się zbiorą w bandę nie działa nic. Nie mam pojęcia o co chodzi, ani tłumaczenie ani krzyk nie pomaga dopiero jakiś szantaż. Tez zależy od dnia bo wiadomo nie są to powtórki ale często wysiadam bezradna. Pociesza mnie to że pracuje z dziećmi i te obce mnie słuchają zawsze =D dzieci są inne.. Za dużo mają w zaprzeproszeniem dużych. Przynajmniej moje=), ale i tak Kocham je ponad życie i są najlepsze na świecie =)

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie, czy istnieje coś takiego jak złoty środek? A kochać kochamy, bo to nasze szczęścia. 🙂

      Polubienie

  2. „Ja jako były” nauczyciel o kierunku psychologia wychowawcza stwierdzam, że wszystko jest OK. Masz fajną „szarańczę”, a to, że dzieci faktycznie są inne wynika ze znacznej złożoności obecnego świata. To nie jest świat „lekki, łatwy i przyjemny”, i do tego zapierdziela do przodu jak szalony. Nie pozostaje nic innego jak biec za nim. 😉
    „Złotego środka” nie ma, bo jest ich wiele.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za komentarz 🙂 Usłyszałam ostatnio, że złe czasy rodzą dobrych ludzi, a dobre czasy złych ludzi. Świat teraz nie jest lekki i łatwy, ale zapewne łatwiejszy niż kiedyś. Dlaczego więc ludzie ( dzieci i dorośli) zachowują się gorzej?

      Polubienie

      1. „Lekka, łatwa i przyjemna” to tytuł audycji radiowej jaką często słuchali moi rodzice w latach 60′ ub.w., natomiast w komentarzu użyłem tego jako przenośni. To prawda, że „świat … teraz jest łatwiejszy niż kiedyś”, ale ta pozorna łatwość właśnie prowadzi do tego, że ludzie zachowują się gorzej. Jeżeli nie musimy czegoś zdobywać, bo jest to podawane na tacy, to niewątpliwie ewoluujemy w jakimś kierunku … może niekoniecznie w tym oczekiwanym?

        Polubione przez 1 osoba

  3. No właśnie boję się, że nie w tym kierunku. Jednak zatrzymać tego nie można, więc tak jak pisałeś wcześniej, płynę z nurtem z nadzieją, że może świat się opamięta. 😉 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close