Jeden krok.

Kwiecień był pełen emocji, nauki, wielu postanowień i planów. Dzisiaj 30 kwiecień, rocznica zerwania więzadła w moim kolanie. To niesamowite, że to już rok! ( Równie  niesamowite jest to, że pamiętam datę skręcenia kolana, a daty ślubu nie.😂 ) Tyle się zmieniło po drodze.

Pamiętam, że oprócz rury, z którą się mocno zaprzyjaźniłam, nie wiedziałam co z sobą począć. A tu dodatkowo przyszedł felerny 30 kwiecień i straciłam nawet rurę. Kiedy czytałam opis zdjęcia z rezonansu, płakałam jak 2-latka. Po kilku godzinach wzięłam się w garść i dzisiaj trenuje tak, jakby to był tylko zły sen. Ba! W tamtym tygodniu po raz pierwszy udało mi się wykonac figurę nazywaną headspring (wejście z dołu). Kto trenuje, wie ile trzeba ćwiczyć, żeby zdobyć się na odwagę przy tej figurze. Udało się!!! Wykonałam kolejny krok.

O tym kroku właśnie dzisiaj chciałam napisać. Mały kroczek, a jak wiele zmienia. Nie wielki, siedmiomilowy krok, że robisz hop i już jesteś u celu. Nie. To o tym kroku, na który wielu ludzi się nie zdobywa. Stoją w miejscu, marudząc i narzekając latami na to jaki świat jest zły, a los niesprawiedliwy. Nigdy nie starali się niczego zmienić i będą tak narzekać do końca życia. Nie odważyli się zmienić pracy, nie odważli się zagadać do kobiety albo mężczyzny swojego życia, nie odważyli się jechać na wycieczkę dookoła świata, nie odważyli się żyć. A to tylko jeden krok. Jeden.

Kiedyś sama do takiego typu ludzi należałam, więc wiem o czym mówię. Pisałam o tym przy okazji posta o nauce optymizmu (link). Dzisiaj z okazji rocznicy skręcenia kolana, przypomniałam sobie, dlaczego ludzie nie wykonują tego małego kroku. Wytłumaczę to na przykładzie:

Jest nas grupa ludzi. Jedziemy na wycieczkę w góry. Tak, na spacer. Nie jesteśmy himalaistami tylko zwykłymi turystami, ale lubimy góry. Kolega ostatnio był, chwalił się, że udało mu się wejść na ten wysoki szczyt. Mówił ze świetne są stamtąd widoki a perspektywa wygląda zupełnie inaczej. „Super” – myślimy. Spakowaliśmy odpowiednie buty, plecaki i kurtki. Wydaje nam się, że jesteśmy świetnie przygotowani. Jedziemy. Stajemy przed tą góra i nie umiemy się ruszyć z wrażenia. „Góra? Przecież to jakiś pieprzony Mont Everest! Nie widać nawet szczytu!!!” Jedni z nas klną pod nosem i od razu zawracają. Nawet nie zastanawiają się nad wejściem. Rezygnują od razu. Reszta rusza. „Pfffff. Taka tam górka. Pfffff. Ja nie dam rady? Pfffff… Nie, jednak nie dam rady- zawracam”. Ludzie wykruszają się. Część nie patrzy w górę, tylko cały czas odwraca się w tył i spogląda za tymi co już zrezygnowali na wstępie. Im dłużej na nich spoglądają tym bardziej są przekonani, że oni też nie dadzą rady. Rezygnują. Nagle zaczął padać śnieg i zrobiło się ślisko. Przewracamy się, niejeden już się nie podnosi. Jednak są nadal tacy, którzy cisną do przodu. Zimno jak cholera, buty przemoczone, kurtka za cienka. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę jak kiepsko byliśmy przygotowani. Kolejni postanawiają odpuścić, bo prognozy są coraz gorsze a siły już brak. Zostały 3 osoby. Małymi krokami zmierzają na szczyt. Nagle niepostrzeżenie spada lawina śnieżna i zabiera jedną z trzech osób. Niesprawiedliwość, już przecież tak daleko zaszła… ale tak jest w życiu. Tamci idą dalej. Widzą już szczyt. Zaczynają się cieszyć i świętować za wczasu. Jeden się opamiętał i stwierdził, że idzie dalej a drugi osiadł na laurach bo tu mu było wygodnie. Ostani uczestnik wycieczki wszedł. Dał radę. Jeden, na całą grupę ludzi.

Po wielu trudnościach, ale małymi krokami doszedł na szczyt. Nie było łatwo, były problemy, na które nie był przygotowany, ale zamiast oglądać się do tyłu, na tych którzy się poddali, patrzył w przód, w stronę szczytu- celu. Nie było go widać, ale tam był! Kiedy ostatni uczestnik dotarł na sama górę, powiedział wszystkim znajomym, że był na wycieczce i wszedł na górę, a ze szczytu były rewelacyjne widoki i perspektywy. 🙂 Nie mówił o tym co było ciężkie i trudne, każdy musi przejść tę drogę sam. A ci którzy zrezygnowali z kolejnych małych kroków, dalej siedzą i narzekają, że nie weszli… najgorzej marudzą Ci ,którzy nawet nie spróbowali.

Wyznaczając sobie jakiś cel, musimy pamiętać, że nie dojdziemy do niego tylko dlatego, że mamy chęci. Nie wystarczy zwyczajnie pomyśleć – „mam chęć postawić lewą nogę w przód” – mózg wyśle impuls do mięśni odpowiedniej nogi i ruszymy. Fajnie by było. Od samych chęci świat zatrzymałby się na erze kamienia łupanego. Wykonaj ruch, a nie tylko o nim myśl. Jeden krok. Jeśli ten jeden krok nic nie zmieni, może zmieni coś następny i kolejny. Jeśli nie, to trudno, najważniejsze, że nigdy nie będziesz musiał pluć sobie w brodę, że nie spróbowałeś.

Po skręceniu kolana w tamtym roku, mój szczyt był na księżycu, a nie na Mont Everest’cie. Na dobra sprawę, w pewnym momencie to nawet nie wiedziałam czy będę normalnie chodzić. Nie podałam się. Rehabilitacja bolała bardzo. Pierwsze treningi były okropne. Dziewczyny z grupy były tyle do przodu, a ja bałam się cokolwiek zrobić ze strachu, że znowu sobie coś zrobię. Tydzień temu wylądowałam na księżycu, co rok temu było totalnie nieosiągalne. Pamiętajmy jednak, że trwało to rok. Dzisiaj, właśnie teraz podczas pisania tego postu, zrozumiałam, że metodę małych kroków należy stosować wszędzie gdzie się da. W pracy, w domu, wychowując dzieci, nawet próbując wyegzekwować wolny czas dla siebie.

Ostatnio jestem dla siebie trochę za surowa (chodzi o kwestie związane z pracą). Chciałam być na szczycie robiąc siedmiomilowy krok, a nie małe kroki. Zapomniałam, że tak się nie da i złościłam się na samą siebie, za swoją niekompetencję i słabości. Dzisiaj przypomniałam sobie o tym wszystkim, z czego bardzo się cieszę, bo mogę odetchnąć i dać sobie szansę na poprawę. Wziąć lepsze buty i kurtkę i stanąć przed górą jeszcze raz.

W tym momencie mam kilka szczytów do zdobycia. Karolina hardcore. 🙂 Każdy szczyt w tym momencie jest na innym etapie. Najgorzej ma się ten z odpieluchowaniem Dawida 😂

Zatem zadanie dla Ciebie na dzisiaj- wyznacz sobie cel i idź. Zapewne nie raz będzie ciężko. Czasami cel traci się z oczu, jednak staraj się patrzeć w przód, nie tył.  To co z tyłu już znasz, zawsze możesz tam wrócić.  Znajdź wewnętrzną siłę i wejdź na szczyt. Obiecuję ze widoki są rewelacyjne. Moje z księżyca są zajebiste. 😎 A plan mam na zdobycie Wenus…

P.S. Z dedykacją dla brata, który wczoraj skręcił kolano :*

4 myśli w temacie “Jeden krok.

  1. Już na początku zanim doszłam do końca wiedziałam jak się zakończy ten post hah z pozdrowieniami dla brata prawie się udała ta sama data =D dwa dni w ta czy tamta =D

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hehe 🙂 Dedykacja jest takim dodatkiem 🙂

      Polubienie

  2. co trenujesz? zaciekawila mnie nazwa tej figury:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close