Dawid – najważniejszy mężczyzna mojego życia.

Ten ostatni mężczyzna. Jedyny. Na zawsze.

Wiadomość o tym, że pojawi się Dawid nie opływała w radość. Miałam 1,5 roczną Olę i 4 miesięczną Kaję… nie spałam, nie jadłam, nie miałam siły i cierpliwości. Dopiero co wróciliśmy ze szpitala, po zatruciu czadem ( opowieść na inny post ). Godzinę wcześniej przy wrzeszczącej Kaji, na głos mówiłam do siebie: ” Żadnych więcej dzieci”. A teraz stałam z pozytywnym testem ciążowym i płakałam jak bóbr. Po cichu sobie marzyłam, że jeszcze parę miesięcy a pomyślę o żłobku, o pracy, o czymś innym niż tylko dzieci i pieluchy… a tu taka niespodzianka. Oprócz myśli ” Jak to się stało?! Przecież biorę tabletki!”, nic innego nie przychodziło mi do głowy. Serio chciałam strzelić sobie w łeb.

Kiedy dowiedziałam się o Oli płakałam dwa dni… przy Dawidzie – tylko 2 godziny. Zdałam sobie sprawę, że w momencie zatrucia czadem byłam już w ciąży i skupiłam się na tym by jak najszybciej iść do lekarza, sprawdzić czy wszystko jest dobrze. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Fakt, że była to kolejna ciąża, nie świrowałam aż tak bardzo. Wiedziałam, że co ma być to będzie… jednak każde badania były stresujące. Bałam się, że mogę usłyszeć że „coś tu widać a nie powinno”.

Bycie w ciąży i opieka nad 2 małych dzieci jest wyzwaniem. No nie oszukujmy się, jeśli ktoś świadomie się na to pisze – jest serio szalony! Masz ochotę wymiotować i kręci ci się w głowie, a tu dzidzio płacze, że głodne, że kupa, że pić. Drugie woła, że chce na ręce, że klocki, że podmuchaj bo boli. Potem było tylko gorzej… rosnący brzuch i zima! Ubranie dzieci i siebie wieloryba zajmowało mi 10-15 minut. Kiedy wychodziliśmy, ja miałam ochotę już wrócić. Przy końcówce, spałam na siedząco, bo miednica i plecy chciały wyskoczyć, a wejście na piętro z 10 kilogramowym brzuchem i dwójką dzieci na rękach, doprowadzało mnie do zadyszki jak po maratonie… Trochę płakałam… ale zaciskałam zęby i robiłam co do mnie należało.

Dobrych momentów przy ciąży i dwójce małych dzieci nie ma za wiele, ale są. Olusia rozmawiała i przytulała się do brzucha, sprawdzała czy dzidziuś się rusza i kopie. 🙂

Pomimo wpadki, jaką był Dawid, kochałam go od momentu kiedy skończyłam płakać po spojrzeniu na test. Bo jakby mogło być inaczej??? Są różni ludzie, różnie reagują i postępują, są różne sytuacje i zależności – nie oceniam. Jednak ja, po tym ile starałam się o dzieci i po tym co przeszłam, nigdy nie pomyślałabym o usunięciu ciąży czy oddaniu dziecka. Choćbym miała mieć ich 100, to tak nie zrobię.

Kochałam te małe serduszko bijące we mnie, bo przecież kiedy się dowiedziałam, że jest, już dawno biło. Kiedy okazało się, że będzie syn, myślałam że lekarz mnie wkręca. Wiedział, że są już w domu dwie dziewczynki i czekamy na chłopca. Jednak nie żartował. 🙂 Cieszyłam się bardzo – zawsze chciałam mieć pierwszego syna. Nie wyszło 😉 Dobrze, że jest, nie ważne który.

Kiedy rodzi się trzeci raz w przeciągu 4 lat, myślałam, że jestem przygotowana na wszystko. Nie byłam. 🙂 Każdy poród jest inny. Chciałabym kiedyś porozmawiać z kimś kto ma porodów na kącie więcej niż ja, żeby utwierdzić się w tej teorii. 🙂

Skurcze miałam już od dwóch dni. Jednak strasznie nieregularne. Robiłam i chodziłam wszystko co trzeba w domu i zastanawiałam się kiedy się coś ruszy. Trzeciego dnia „moja” Ania spytała czy idę do kina. Stwierdziłam, że pozwolę sobie na chwilę szaleństwa, tym bardziej, że na ekranie był Gosling. Trochę popatrzyłam się na przystojnego aktora, trochę pośmiałam z fabuły i nagle poczułam ,że TO JUŻ CZAS. Byłam wyluzowana – tak jak pisałam wcześniej, „rodziłam” już 3 dzień 😉 – więc obejrzałyśmy film do końca. Przyjechałam do domu. Sprawdziłam dziewczynki czy śpią, powiedziałam Tomkowi żeby zadzwonił po swoją mamę. Po 30 minutach ruszyliśmy do szpitala. W czasie drogi skurcze przeszły. Sama nie wiedziałam co się dzieje. W szpitalu zanim ogarnęliśmy formalności też minęła chwila a skurcze malały i malały. Klęłam pod nosem, że zaraz mnie wyślą do domu. Tymczasem po badaniu wszystko tak ruszyło z kopyta, że nie do końca pamiętam co się działo.

Pielęgniarka pyta położną:

– Dzwonić po lekarza?

– Nie, jest dopiero 9 cm. – odpowiedziała, a do mnie mówi:

– Proszę oddychać jeszcze czekamy.

Ja się zaśmiałam i mówię:

-Nie czekamy, nie dam rady więcej trzymać.

Dwa parcia i Dawid był z nami. Kobiety lekko w szoku zaczęły między sobą szeptać: Urodziła przy 9 cm… No wiem… Pomyślałabyś? Myślałam że będą przynajmniej cztery parte….

Hehehe, cała ja – potrafię zaskoczyć nawet położną 😉 Od momentu wjechania na salę, poród trwał dwie i pół minuty.

Dawidek pomimo obaw urodził się zdrowy, ja natomiast cała szczęśliwa ,że już jest po wszystkim, najzwyczajniej w świecie chciałam iść spać. Spojrzałam na zegar 00:25. Dla mnie zaczął się kolejny dzień, dla mojego syna zaczęło się życie.

Chciałam podzielić się z Wami moimi przeżyciami o tym, jak to jest być mamą od samych początków. Z tymi przyjemnymi i nieprzyjemnymi sytuacjami. Żeby pokazać, że to co piszą w książkach i pokazują w telewizji nijak ma się do rzeczywistości. Bo bycie w ciąży i macierzyństwo to kawał ciężkiej roboty. Piszą, że będziesz kwitnąć i promienieć szczęściem. Tiaaa…. Puszczać bąki o zapachu bzu i wyglądać jak Lewandowska tydzień po porodzie. Yhy….

Jednak gdyby nagle przyleciała do mnie dobra wróżka i dała mi możliwość powrotu do czasu sprzed Dawida bądź Kaji czy Oli, nie skorzystałabym z tego. Nigdy. Miałabym czas dla siebie? Zapewne. Byłabym wyspana? No ba! Robiłabym co chcę? Jasne! Jednak uważam, że mi to wszystko wyszło na lepsze. Bo nie należy rezygnować z planów i marzeń, wystarczy chwilę poczekać, bądź je zmodyfikować. Tak jak ja. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Ja jestem w tym miejscu gdzie miałam być. A Ty?

Koniec projektu KOD.

🙂

 

4 myśli w temacie “Dawid – najważniejszy mężczyzna mojego życia.

  1. Bąki o zapachu bzu ahah haha padlam

    Polubione przez 1 osoba

  2. Świetnie ujęte. Każda z nas matek nosi w sobie swoją historię zwiazana z okresem ciąży, porodem, wychowaniem, pogodzenia bycia matką i przy tym żoną (to też fajny temat na inny rozdział ) Nie jest łatwo tym bardziej, że z każdej strony jesteśmy bombardowane wizerunkiem usmiechnietej energicznej i zadbanej kobiety, czynnej do tego zawodowo. Oczekiwania, które przed nami stawiane są nie małe a nauka odpuszczania czy pozwolenia sobie na tzw. „luz” bez wyrzutów sumienia jest w tych czasach sztuką. Sztuką, o której nie należy zapominać i korzystać.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak właśnie jest – każda ma inną historię, mogą być podobne, ale nigdy takie same. Przy pierwszym dziecku „wyrzuty sumienia” są ogromne, prawda? Zresztą przy każdym kolejnym także. Ja sobie odpuściłam dopiero w styczniu tego roku. To dowodzi jak mocno jest nam wpajane, że kobieta ogarnia wszystko – dzieci, dom, pracę i siebie, bo zawsze mamy się uśmiechać. Musimy nauczyć się sobie odpuszczać 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close