Kaja – mój zaplanowany prezent.

Urodziłam Olę w grudniu. Rodziłam całą noc, a na sam koniec okazało się, że mała rodzi się z ręką na głowie (na supermena 😉 ), dlatego tak opornie idzie. Udało się. Każda rodząca kobieta po porodzie mówi – „Nigdy więcej!”. Znaczy, tak mi się wydaje, bo nie spotkałam ani jednej na swojej drodze, która mówiłaby inaczej. Ja mówiłam: „Nigdy, nigdy, nigdy!!!”. Do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że pierwsze ciuszki już są za małe, a potem nagle dziecko zaczęło się przewracać, siadać, chodzić. Wiedziałam, że to, co było, już nie wróci, a było takie cudowne. Nie mam pojęcia, jak to jest skonstruowane, ale pomimo tego całego bólu, tych miesięcy, w których czujesz się jak hipopotam, tych wszystkich dolegliwości, decydujesz się na następne dziecko. Nie wiem dlaczego, ale kobiety to masochistki i to świadome. Jest taki dowcip:

Co bardziej boli? Rodzenie dziecka, czy kop w jaja? A no kop w jaja, bo widziałaś kiedyś faceta, który prosi, aby kopnąć go w jaja jeszcze raz?  😉 A kobiety decydują się na kolejne dzieci.

Po pół roku, kiedy mniej więcej doszłam do siebie, przedyskutowałam z mężem sprawę. Chciałam następne dziecko. Wiedziałam, że nie chcę jedynaczki. Mam brata, nie wyobrażam sobie, jak to jest nie mieć rodzeństwa. Chciałam też, aby nie było między nimi za dużej różnicy wieku. Tak około 2 lat wydało mi się optymalne. Kiedy nastała decyzja, że OK, nawet przez chwilę nie myślałam o tym, czy zajdę w ciążę. Paru znajomych właśnie wtedy się starało. Niektórzy próbowali już kilka miesięcy, a ja, pamiętając moją przeszłość, twierdziłam, że się nie uda, a jeśli tak, to pewno będzie powtórka z rozrywki – badania, lekarze…

Był ciepły sierpniowy dzień. Stwierdziłam, że idę poćwiczyć na siłownię. Od kilku tygodni regularnie ćwiczyłam ciężary. Przyszedł czas na przysiady ze sztangą. 22 kilogramy, które wcześniej podnosiłam bez problemu, wydawały się jak tona. Ledwie skończyłam dwie serie, trzecią sobie odpuściłam. Usiadłam, ledwo żyjąc, i zaczęłam myśleć: „Co jest? Chora nie jestem, dzień piękny, nawet pospałam trochę w nocy…. Jestem w ciąży!”. Biegiem poszłam po test. Kobieca intuicja jest zdumiewająca – dwie kreski. Kiedy masz za sobą takie przeżycia jak ja, zastanawiasz się, czy test nie jest stary, ma w końcu 1,5 roku. Wsiadłam w auto, apteka, kupiłam dwa nowe. Dalej dwie kreski. Sama nie wierzyłam własnemu szczęściu! Zaplanowałam sobie dziecko! Serio! Sobie zaplanowałam i będzie. Będzie tak, jak chciałam! Szaleństwo! Jak się urodzi w maju, to będzie ciepło, tak jak chciałam! Niesamowite uczucie.

8 maja 2015 r. Skurcze poczułam o 8-ej rano. Zrobiłam śniadanie, ogarnęłam siebie i Olę. Po 9-tej stwierdziłam, że trzeba jechać do szpitala. Po godz 12-tej w południe urodziłam Kaję – 4200 g i 59 cm. Miny pielęgniarek były wymowne… Chyba same się zastanawiały, jak ja ją wypchnęłam. Jestem z 14-go maja, więc zawsze mówię, że urodziłam sobie swój własny prezent urodzinowy. Życzę każdej parze i każdej kobiecie tak idealnie zaplanowanej ciąży. O ile stresów byłoby mniej, gdyby to było takie łatwe, prawda? …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close