…i żyli długo i szczęśliwie.

Disney przyzwyczaił nas, że życie, choć nie zawsze idealne, kończy się happy end’em. Od najmłodszych lat wciskają nam, że każda kobieta na swej drodze spotka księcia na białym rumaku i będzie z nim do końca swych dni. Też tak kiedyś myślałam. Do rozwodu. Potem człowiek zaczyna widzieć wszystko w innych barwach. Czy jest na sali ktoś, kto jeszcze się nie rozwiódł? 😉 Znam parę ludzi, którzy są wyjątkiem potwierdzającym regułę. Są jak nadzieja, że jeszcze ma to sens i że nie każdy źle się dobiera. Z byłym mężem 3 lata się dobieraliśmy😂 Tyle byliśmy ze soba przed ślubem. Coś nam nie poszło. Ale ja nie o tym chciałam.  Smutne tematy zostawmy na kiedyś indziej.

Dzisiaj chciałam o ślubach.  Tych bajkowych, wyśnionych,  często kosztownych. Miałam dwa śluby. Nie śpieszyło mi się do pierwszego, a drugiego próbowałam ominąć jak diabeł świeconej wody. Nie udało się 😄 Pierwszy ślub był z rozmachem. Mój były mąż ustalił datę. Uważał rownież, że mam mieć ślub, jak księżniczka.  Zarabialiśmy wtedy w euro, więc było na bogato. Nie żałuję.  Impreza była fajna, wybawilismy się do 6-tej rano. Wspomnienia mam jak najbardziej pozytywne. Gorzej już z happy end’em, ale nie wymagjamy za wiele.

Po rozwodzie powiedziałam sobie, że nigdy, przenigdy, nie wyjdę więcej za mąż. Nie potrzebuję papierka i już. Byłam w ciąży z Kają i Tomasz zaczął mówić coś o ślubie. Powiedziałam, że nie ma mowy. Jednak temat powracał z coraz większym naciskiem. Był to czas, kiedy co chwilę spadał i rozbijał się jakiś samolot. Tomek miał pracę wylotowa i chyba uważał, że jego samolot też spadnie. Poszliśmy ustalić do urzędu stanu cywilnego nazwisko naszego przyszłego, jeszcze nie narodzonego dziecka. Zdziwiło mnie, że sama pani kierownik urzędu z nami ustala takie rzeczy, kiedy nagle usłyszałam: „Dobrze, to kiedy państwo chcą ten ślub?”. Mnie zatkało,  a Tomasz: „Jak najszybciej, wylatuję za dwa tygodnie”. Ja dalej zapowietrzona. Pani kierownik: ” No to mamy termin za tydzień”, Tomasz: „Zatem załatwione”. Chciałam wstać, wrzasnąć: „Co tu się dzieje?!!!”. Tymczasem nic nie chciało mi przejść przez gardło… Zresztą co miałam powiedzieć? Kobieta by pomyślała, że to jakaś totalna szopka i farsa. Przyszli zapisać się na ślub, a przyszła pani młoda mówi: „Hej, ja nie chcę wychodzić za mąż”? Byłam wściekła. Kiedy ochłonęłam, nawet się nie odezwałam, bo wiedziałam, że cokolwiek bym powiedziała, Tomek i tak zdania nie zmieni. Wszytko ustalone. Ewentualnie mogłam odstawić scenę z filmu „Uciekająca panna młoda”. Co też nie miało sensu. Po przemyśleniu wielu aspektów, zrozumiałam, że Tomek zachowywał się mądrze i odpowiedzialnie. Bał się, że jeśli mu się coś stanie, to ja i dzieci w świetle polskiego prawa nic nie otrzymamy. Jednak myśl o kolejnym ślubie przyprawiała mnie o mdłości. Ustaliliśmy, że nikogo o ślubie nie informujemy. Jak mogłam chcieć mówić komuś o ślubie, kiedy od 2-ch lat dookoła wyśmiewałam instytucję małżeństwa? Następne ustalenie – ja nie zmieniam nazwiska. To było moje być albo nie być,  Tomek nie miał z tym problemu. Dla mnie po rozwodzie powrót do mojego panieńskiego nazwiska był piorytetowy. Uznałam, ze urodziłam się Milewska i umrę Milewska. Wszystko ustalone.

Dzień ślubu. Ubrałam czarną kieckę, bo tylko w tą się mieściłam (byłam w 6-m miesiącu ciąży) i ubrałam Olusię. Wyszliśmy. Naszymi świadkami byli kuzyn i syn Tomasza. Wchodzimy na salę.  Pani pyta:

– Mają państwo szampana?

-Nie.

– To czekamy na gości?

– Nie będzie gości.

– Ok, to włączyć państwu marsz weselny na wstępie?

– Nie. (pani juz lekko zmieszana).

– Dobrze…, to poproszę obraczki.

– Nie mamy.

– Słucham?

– Nie mamy obrączek,  nie chcemy mieć.  Nie ma obowiązku posiadania obrączek, prawda? (mina kobiety bezcenna 😁).

– Chyba nie ma, nie jestem pewna…Ale chyba nie. Dobrze to zacznijmy”

Jestem przekonana, że kobieta wróciła do domu i przy obiedzie opowiadała, że dawała ślub totalnym świrom 😉 Po 20 minutach pojechaliśmy do domu i ugotowałam obiad. Tak wyglądał mój drugi ślub. Żadnego zdjecia, pamiatki… Szczerze? Nie pamietam nawet daty. Styczeń, albo luty bo zimno było.

Jeśli ktoś słyszał bardziej oryginalną historię, proszę podzielcie się. Chciałabym choć przez chwilę poczuć, że mogę z kimś łączyć się w bólu 😂 Dwa śluby – dwie totalnie różne historie. Niezależnie od tego jaki był ślub, małżeństwo to kawał trudnej roboty. W bajkach na ślubie się kończy. W życiu ślub to dopiero początek. Ot, taka mała różnica. 😉

P.S. Dlaczego dzielę się tą informacją chociaż miała być tajna? Mąż ponad rok temu poinformował o zaistniałym fakcie pewną osobę, która powinna dowiedzieć się o tym w okolicach końca świata i jeden dzień później. Od tej chwili zaczęłam mówić o tym na głos . Było i jest wesoło kiedy patrzę na miny i reakcję informowanych osób. 😀

P.S. 2 Zdjęcia w tym poście nie są mojego wykonawstwa. Są z mojego pierwszego ślubu.

P.S.3 Za parę tygodni ślub znajomej. ☺ Podzielę się z Wami relacją z tego zdarzenia. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close