Ola – mój mały, wielki cud.

Przychodzi w twoim życiu TEN moment, kiedy siadasz i mówisz sobie:

” Ok, jestem dorosła, mam pracę, męża, mieszkanie, auto… jestem gotowa…czas na dzieci.”  I niektórzy, mówią i mają. Całe szczęście, że jeszcze tacy są. Jednak nie zawsze życie słucha, co w danym momencie mamy do powiedzenia. Właśnie tak było ze mną. Plan minimum został spełniony, a dzieci ciągle nie było. Minął pierwszy rok, drugi… Trzeciego zaczęłam się zastanawiać – co jest nie tak? Zaczęły się wizyty u lekarzy, badania… a nawet laparoskopia. Psychika siada, zaczynasz się coraz bardziej stresować. Wmawiasz sobie, że wcale nie chcesz, że przecież jesteś wyluzowana. Dookoła rodzą się dzieci przyjaciołom i znajomym. Cieszysz się z tego całym sercem, ale wieczorami płaczesz do poduszki. Czemu nie ja? O co chodzi? Co ja jeszcze mam zrobić? A tu dalej nie dzieje się nic. Rodzina już przestała zadawać pytania. Czuć napięcie przy każdym rodzinnym spotkaniu. Wiesz, że jesteście zawsze ostatni, którzy dowiadują się o czyjejś ciąży. Nikt nie chce robić przykrości… Ale przecież ty się cieszysz, tak bardzo się cieszysz szczęściem innych. Tylko jest ci najzwyczajniej w świecie przykro, że nie możesz być to ty. W końcu podejmujecie decyzje – klinika niepłodności. Nie ma co liczyć na cuda. Dopiero w tym miejscu uświadamiasz sobie, że nie jesteście sami z tym problemem. Ba! Jest was setki. Setki par, które przeżywają to co wy. Wszyscy młodzi i ogarnięci (uwierzcie mi, trzeba mieć sporo pieniędzy na wizyty w klinice bezpłodności) a wszyscy stoicie razem z probówką wyselekcjonowanej spermy w ręce, w kolejce do tych samych drzwi, gdzie albo się uda albo nie. Nam się nie udawało. Oprócz osób przeżywających to samo, to nikt, absolutnie nikt nie jest w stanie zrozumieć tego, jak się czułam. Jak małpa w cyrku… zmęczona, zdołowana, brudna i obmacana. Obiecałam sobie, że jak jeszcze raz usłyszę słowa lekarza „Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle”, zabiję go gołymi rękami. Po 3 próbach miałam dość. Brakowało funduszy a ja psychicznie odpadłam. Usłyszałam, że prawdopodobnie jestem bezpłodna. Po drodze nawarstwiały się inne problemy.

Rozwód.

Wstałam i spakowałam się na wyjazd w góry. Był kwiecień, a śniegu 2 metry. Pierwszy wyjazd z nowym partnerem i setki pytań w głowie. Wyjazd można opisać w kilku słowach – dużo wina, śmiechu, nowa przyjaciółka i… ciąża. Kiedy zrobiłam test pomyślałam, że życie ma dojebany dowcip. Przepraszam za przekleństwo, ale aby oddać panujący chaos w mojej głowie i tak ujęłam to dość delikatnie. No bo wyobraźcie sobie komizm sytuacji – jestem w rozsypce, po rozwodzie, bez pracy, z kredytem na mieszkanie i nowym partnerem od kilku tygodni… Przecież miałam być bezpłodna! Miałam męża i pracę… a teraz nie mam nic – oprócz dwóch kresek na teście. Po dwóch dniach płaczu do poduszki, o ironio, teraz z tego powodu, że jestem w ciąży, wstałam i powiedziałam sobie DAM RADĘ!

W cuda nie wierzę, ale wierzę, że nasze ciało i umysł potrafią więcej, niż jesteśmy sobie  w stanie wyobrazić i to nazywam cudem. Ktoś w ciągu kilku tygodni wyzdrowiał a chorował na nieuleczalną chorobę? Ktoś zna układ średniowiecznego zamku, chociaż tam nie był? Ktoś potrafi 6 języków, chociaż nigdy się ich nie uczył? Ktoś zaszedł w ciąże, chociaż wcześniej starał się 5 lat i nawet inseminacje nic nie pomogły? Cud.

Moim cudem jest Ola. Pojawiła się w najgorszym momencie z możliwych – serio. Widocznie głowa i ciało wiedziały co robią. Nie zmieniłabym niczego.

Czas zazwyczaj nie jest odpowiedni.

Masz 18-naście lat i zaszłaś w ciążę? Nie martw się – dasz sobie radę. Łatwo nie będzie, ale za parę lat, kiedy inni będą babrać się w pieluchach, Ty już będziesz mieć odchowane dziecko, będziesz się realizować i bawić.

Masz problem z zajściem w ciążę? Próbuj! Bezczynność Ci nie pomoże. Nie daj się jednak zwariować. Jak masz dość to odpuść! Pamiętaj – dasz radę!

Jesteś w kolejnej ciąży… 3? 4? Nie planowałaś tego? Miałaś już wrócić do pracy, do ludzi… a tu znowu! Popłacz chwilę, bo to uzdrawia, a teraz wstań, popraw koronę i zasuwaj – dasz sobie radę!

Każdej kobiecie życzę takiej Oli… małego, wielkiego cudu, który zmienia życie.

 

 

4 myśli w temacie “Ola – mój mały, wielki cud.

  1. Mimo że znam trochę historię, popłakam się jak czytałam..

    Polubione przez 1 osoba

  2. Piękna historia 🙂 Też mam taki mały -wielki cud 🙂

    Polubienie

    1. Gratuluję! Cieszę się bardzo, bo wiem jak dużo jest osób czekających na taki happy end 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close